na skraju załamania nerwowego połączonego ze schizofrenią.
Wpadał z załamania w dziką radość.
Wieczorem leżę i płaczę nad moim marnym losem, a rano snuję plany na przyszłość.
Popieprzone to wszystko.
Nie jestem w ciąży, bo nie uprawiam sexu także chyba w urojonej.
Nie rozmawiam z mężem od tygodnia.
Mam pierwszy raz w życiu ochotę wrócić do mamusi :P
Albo lepiej, żeby on wrócił do swojej :)
Pewnie się ułoży, bo tak to zwykle u nas bywa.
Ale za to na wszystkich innych frontach posypało się wszystko totalnie i nie wiem za bardzo jak się z tego wygrzebać. Jednocześnie chciałabym zacząć wszystko od nowa, mam ogromną motywację tylko z każdej strony czuję jakby mnie coś blokowało.
Byłam, jestem i będę mistrzem w planowaniu i nierealizowaniu swoich planów także nic nowego.
Poza tym 1 marca.
Data jakoś tak przełomowa. Czuję wiosnę, wiatr odnowy. Chcę na łakę.
Chcę tyle rzeczy, że jakbym zaczęła wymieniać to do jutra bym nie skończyła.
Chcę leczo.
I piersi z kurczaka z sosem słodko-kwaśnym tao tao.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz