Po raz, z tego co pamiętam, trzeci zrobiłam sobie cos w lewe kolano.
Nie wiem czy skręciłam czy co. Po prostu chciałam założyć drzwi na zawiasy. I się schyliłam. I nie wstałam.
Kustykam.
Lalala.
Jestem spokojna.
piątek, 4 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
drzwi na zawiasy, ładnie. a chłopa pod ręką nie było?
i czy one, te drzwi, całe zostały, bo ja z nerwów to bym chyba rozwaliła ;)
dzisiaj chciałam rzucać patelnią, bo mi olej pryskał :) no ale ciaża to ciąża.
a tak serio to faktycznie to z kolanem to nie przelewki.
ps. ja poproszę o jakieś zdjęcia tych drzwi wenge i w ogóle waszego remontu! :) sie doczekać nie mogę.
drzwi niestety nie w swoim mieszkaniu tylko w rodzinnym domu, bo tu też remont:) a jakże!
chłop był, nie mój co prawda tylko majster od paneli i mu pomagałam trafić w zawias, tak?
no! a drzwi zostały całe, bo się musiałam hamować przy panu majstrze:P
a zdjęcia z remontu będą, luzik:)
drzwi wenge narazie zafoliowane stoją, bo u nas to jeszcze pole walki :) podejrzewam, że na zdjęciu wyjdą jak czarne, bo są bardzo ciemne.
nie wiem co robić z panelami, runęła mi koncepcja kolorów ścian i w ogóle mam kryzys twórczy :P
kochana ten kryzys twórczy Cię jeszcze parę razy spotka! bądź przygotowana! :) ja miałam właściwie ciągły kryzys, szczególnie jeśli idzie o łazienkę i kafelki :) ale trochę olałam - jak będzie tak będzie i tyle. a kryzys.... wczoraj załapałam ostatni jak przyszła mi ciotka ze zdjeciami swojego nowego domu...
Prześlij komentarz