Jestem własnie po dwugodzinnych poszukiwaniach mojego narzeczonego. Pojechał na rolki o 18 i do 22 nie dał znaku życia ani mnie, ani w domu.
Telefonu oczywiscie nie odbierał, przyjaciel nie wiem gdzie jest, nie jechał z nim.
Za to od razu wsiadł ze mna w samochod, jedziemy na Pogorię sprawdzić.
W miedzyczasie ojciec spawdza czy nie ma go u kolegi do ktorego czasami wstępuje po drodze do domu. MASAKRA.
Najgorsze uczucie - kiedy zobaczyłam karetkę na skrzyżowaniu.
Po 2 godzinach oddzwonił. Był z kolegą, naprawiał w garażu elektrykę,a telefon zostawił w torbie.
Miałam ochotę zabijać. Nikomu, najgorszemu wrogowi tego nie życzę.
Wniosek wyciągam jeden - nie chcę mieć dzieci, nie zniosę tego strachu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
oj :( faceci to niemoty. mam to samo. mój raz poszedł samochód sprzątać i nie było go ze 4 h ! zaczęła się burza z piorunami a jego dalej nie było. juz mialam wizję, że go piorun trafił itp. a telefonu oczywiście nie wziął. ale faceci twierdzą, że to MY JESTEŚMY PRZEWRAŻLIWIONE. i że przecież nic się nie mogło stać... to ciekawe skąd te wypadki drogowe, zaginięcia, zabójstwa. a co do dzieci to niestety to jest munus macierzyństwa - do końca życia będziesz się martwić.
Prześlij komentarz